Gdy zapytałem, czy ma Pan w ogóle ochotę rozmawiać o polskiej inteligencji, zgodził się Pan bez wahania. Nie wydało się Panu, że to dziś temat drugorzędny?
Nie, w ogóle nie. Bo przecież polska inteligencja to jest coś, co jest typowo polskie i tylko z dotychczasowym kształtem polskości może odejść. To jest tak, jakby mnie Pan zapytał, czy sobie wyobrażam, że katolicyzm w Polsce odejdzie w przeszłość.
Jeszcze dziesięć lat temu, kiedy Pan i Tomasz Merta otwieraliście seminarium poświęcone polskim tradycjom politycznym, seminarium, na które chodzili zarówno Sławomir Sierakowski, jak i Michał Łuczewski, emblematyczne postaci dzisiejszej sceny młodej zaangażowanej inteligencji, odpowiedź na to pytanie nie była chyba tak oczywista?
Rzeczywiście, ponad dziesięć lat temu, a dokładnie w 1998 roku, kiedy rozpoczęliśmy prowadzenie seminarium zatytułowanego „Polskie zmagania z historią”, pojęcie inteligenta nie było w modzie. Ale to wtedy właśnie założyliśmy sobie razem z Tomkiem Mertą, który zginął pod Smoleńskiem, że będziemy czytali ze studentami książki ważne dla polskich inteligentów w ostatnim wieku. Na każde zajęcia czytaliśmy jedną. Raz ja prowadziłem, raz Tomek, na zmianę. Zaczęliśmy od LalkiPrusa, a skończyliśmy na latach 90. Wśród autorów byli Brzozowski, Sienkiewicz, Żeromski, ale i Gombrowicz. Najróżniejsi tego rodzaju autorzy. Myśmy te książki wybrali dlatego, że sami interesowaliśmy się filozofią polityczną i założyliśmy, że polskich inteligentów do myślenia o polityce wychowywali przede wszystkim literaci. I teraz jest kwestia tamtego czasu. Rzeczywiście temat seminarium wydawał się niektórym zaskakujący. Dzisiaj niektórzy z jego uczestników po latach przyznają,…