Subskrybuj
wieloletni członek redakcji miesięcznika „Znak”, prezes S.I.W. Znak, działacz opozycji demokratycznej, publicysta, tłumacz. Uczestnik ekipy Tadeusza Mazowieckiego w latach 1989—­1990. Członek władz organizacji społecznych, m.in. Fundacji Batorego, KiK­u, Fundacji Roberta Schumana, PEN­Clubu. Odznaczony m.in. Krzyżem...
Dr nauk politycznych, amerykanista pracownik Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. W badaniach koncentruje się na współczesnej myśli liberalnej oraz politycznej roli religii. Autor monografii Teista w demoliberalnym świecie. Rzecz o amerykańskich rozważaniach wokół rozumnej polityki (Kraków...
Redaktor miesięcznika „Znak”, doktor filozofii. Współpracuje z magazynem „Kontakt”, pisze również w „Tygodniku Powszechnym” i w Mint Magazine
Absolwent politologii na UJ, b. pracownik Ambasady RP w Kuala Lumpur. W „Znaku” publikował m.in. reportaże z Azji Południowo-Wschodniej. Kazachstan odwiedził we wrześniu 2017 r.

Pluralizm debaty publicznej

Czy pluralizm debaty publicznej zakłada istnienie pewnej wspólnoty etycznej, która stanowi fundament jakiejkolwiek rozmowy o polityce? Czy wykluczanie ze sfery publicznej głosów skrajnych prowadzi do rozpadu tej założonej wspólnoty? Wreszcie czy język tragedii lub farsy – ostatnio pojawiający się dość często w debacie publicznej w Polsce – jest pierwszym sygnałem rozpadu tak opisanej wspólnoty? To tylko niektóre z problemów, jakie pojawiły się podczas pierwszego Otwartego Kolegium Redakcyjnego miesięcznika „Znak” 9 listopada 2010 roku w Krakowie. Poniżej wybrane wypowiedzi z tej debaty.

HENRYK WOŹNIAKOWSKI

Zgadzamy się wszyscy, że żyjemy w społeczeństwie pluralistycznym, w którym różnice są rzeczą naturalną. Niemniej w dyskusji o tym, co nas dzieli, często zdarza się nam wykraczać poza pewne normy publicznej debaty. Kiedy mówię o debacie publicznej, mam na myśli przede wszystkim rozmowę polityków między sobą, rozmowę, która jest oczywiście wzmacniana przez media. Kiedy zaś wskazuję na wykraczanie poza normy, myślę o czymś, co nazwałbym wykluczaniem się wzajemnym ze wspólnoty etycznej. To dokonuje się przede wszystkim wskutek nadużywania argumentacji o charakterze etycznym właśnie. Nie mówi się przeciwnikowi, że się myli, mówi mu się, że jest kłamcą; nie mówi mu się, że niewłaściwie rozpoznaje interes narodowy, lecz że jest zdrajcą – i tak dalej. Moim zdaniem ten czynnik polskiej debaty publicznej świadczy o chorobie i niedojrzałości naszego publicznego dyskursu. Problem polega na tym, że sytuacja, w której wzajemnie wykluczamy się ze wspólnoty etycznej, uniemożliwia jakikolwiek dyskurs wspólnotowy, jakikolwiek rodzaj dialogu, ponieważ z kimś, kto nie należy do naszej wspólnoty etycznej, z kimś, kto stoi zupełnie gdzie indziej, np. tam gdzie stało ZOMO, czyli nie w przestrzeni wartości, lecz w przestrzeni antywartości – w zasadzie nie da się rozmawiać. Ten ktoś jest zdrajcą, a ze zdrajcą nie da się prowadzić dialogu.

Zdrada jest pojęciem etycznym, które ma długą tradycję w polskiej historii.

Jeżeli kogoś nazywamy zdrajcą, to zakładamy, że wszystko, co my powiemy, będzie przez niego użyte przeciwko nam. Nie ma takiej możliwości, że rozmówca będzie chciał nas pozytywnie odczytać, zrozumieć i ewentualnie przyjąć jakąś część naszych argumentów. Z takim stanem wykluczania ze wspólnoty, a więc i z debaty godnej tego miana, mamy nieustannie do czynienia. To jest specyficzna cecha polskiego dyskursu publicznego. To jest coś – w mojej ocenie – groźnego, czemu trzeba się przeciwstawiać.

Druga uwaga dotyczy jednego z zadanych tematów tego spotkania, mianowicie miejsca tragedii i farsy w naszym życiu i dyskursie publicznym. Istotnie, chwilami tragedia lub farsa zdają się dominować w polskiej debacie. Ta ostatnia staje się przede wszystkim spektaklem, w którym kategorie estetyczne – i w dodatku te właśnie kategorie – odgrywają główną rolę. Nie należy jednak zapominać o tym, że choć polityka w dużej mierze rozgrywa się w słowach i w komunikacji – lub jej braku – to przecież nie sprowadza się tylko do słów i do wystąpień publicznych. Polityka jest tworzeniem pewnych sytuacji i stanów rzeczy wpływających na życie zbiorowości, zmieniających je w określonym celu. Dlatego sprowadzanie polityki do tragedii lub do farsy, czyli do spektaklu i właściwej mu estetyki – co w Polsce się często dzieje – jest zwyczajnie politycznie nietwórcze. Z tragedii i z farsy nic istotnie politycznego moim zdaniem nie wynika, tragedia i farsa spełniają się same w sobie, nie mają dalszego ciągu. Możemy mówić o tragicznej katharsis, którą wielu Polaków…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Europa a turecki eksperyment