1. Łatwo czytać listy jako świadectwo spotkania dwojga nadwrażliwych i psychicznie skomplikowanych osobowości, aliści efekt takiej lektury będzie nudnym i małostkowym plotkarstwem– nieco na siłę zresztą, bo pikantnych szczegółów próżno by tu szukać. Poza kilkoma wyjątkami pisma kochanków są krótkie, a spomiędzy spraw praktycznych, głównie wydawniczych, wydobywają się co najwyżej niedomówienia, aluzje, sugestie, przemilczenia. O wiele ciekawsza wydaje się przeto lektura tego dramatu jako wewnętrznego dialogu (dialektyki?) europejskiego rozumu (duszy?): Żyda ze wschodnich prowincji na styku imperiów z córką „porządnych” austriackich faszystów. Już w pierwszych słowach po rozstaniu oczywista staje się różnica oczekiwań: kiedy ona mówi o spotkaniu, on proponuje zbliżenie w postaci kolejnego listu, boi się bezpośredniej bliskości. Od początku domaga się więc miłości na dystans, a nawet więcej – oczekuje od ukochanej, że oboje będą zajmować się nim jako figurą cierpienia. Jakże to podobne do niemożliwych ślubów Kafki… Być może zatem ów wiersz z początku, apoteoza kobiecości jako tajemnej mocy determinującej tożsamość męskiego podmiotu, antycypuje wrażenie, jakie odniosłem po zamknięciu tego tomu pism intymnych, wrażenie, że ta książka (skoro już powstała z tego książka) domaga się ode mnie czegoś więcej niż podglądactwa – że oto mam przed sobą projekt…
Pisarz, eseista, pracownik Wydziału Polonistyki UJ.