Dla pozoru jedynie trzymałem ręce w kieszeni i nie zwalniałem kroku, obrzucając ich białe twarze ciętym spojrzeniem. Gdzieś na Plantach to ustępowało, opuszczało mnie, ale dalej siedziała we mnie obawa, że zostałem już dawno wypchnięty poza bramę rzeczywistości, że drzwi do uczelni będą zatrzaśnięte, gdy to ja pociągnę za klamkę, lecz inni będą bezustannie wchodzić i wychodzić; że sekretarka w redakcji „Tygodnika Powszechnego” na moją kolejną prośbę o wygrzebanie archiwalnego numeru ordynarnie każe mi się wynosić, kanar wyrzuci mnie z autobusu za posiadanie biletu, policja aresztuje za zatrzymanie się przed znakiem stop, a ekspedientka w piekarni Awitex na prośbę o jedną jedyną kajzerkę oznajmi czule: „won”. Tak, lęk społeczny – trzy dychy z groszami na karku, dwa…
Autor m.in. Podkrzywdzia i Bez. Ostatnio wydał Dom ojców, opowieść o uprawie ziemi i prehistorii. Mieszka w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej