KAROLINA J. DUDEK
Fotografia potwierdzała – stanowiła zatrzymany wizerunek, pieczęć zaświadczającą prawidłowy stan rzeczy. Wisząc nad łóżkiem małżonków, gdzie najczęściej ją eksponowano, wizualnie symbolizowała przyjęcie nowych ról społecznych – żony i męża
Nawet z dzisiejszej perspektywy trudno powiedzieć, że zaczynała skromnie. Od razu miała dobre wejście. Lubiła obracać się w towarzystwie. Choć trzeba przyznać, że poglądy miała raczej liberalne. I biednych, i bogatych demokratycznie ustawiała przed tymi samymi tłami. Z początku była jednak dość pragmatyczna. Dopiero z czasem pozwoliła sobie na nieco romantyzmu. Zawładnęła pamięcią i wyobraźnią. A ostatnio wyzwoliła się zupełnie spod presji konserwatywnych oczekiwań i robi oszałamiającą karierę jako kreatorka mody, menedżerka i pośredniczka sprzedaży. Jako reproduktorka wizerunków i modeli ma ogromną siłę oddziaływania – ukazuje, zmienia, utrwala. Jest niewiele młodsza od aparatu.
Jeżeli personifikuję fotografię ślubną, to nie dlatego, że uważam to za dobry chwyt literacki. Stoi za tym pewna filozofia patrzenia na przedmiot. W jej ujęciu fotografia nie jest biernym narzędziem rejestracji ceremonii ślubnej i wesela, ale aktorką sceny społecznej. Kapryśną. Wymagającą. Niezastąpioną! Wystarczy przejrzeć jej curriculum vitae.
Nauki społeczne już nas przyzwyczaiły, że przedmioty mają swoje biografie – indywidualne losy i historię. Tworzą też swoje kariery – różne sposoby życia i uczestniczenia w świecie – i opowieści. I nim proponuję się przyjrzeć.
Konserwatywne początkiZaczynała w atelier. Para młoda odwiedzała je zaraz po wyjściu z…