Subskrybuj

Wesele: teren zamknięty

Jeśli próg domu wyznacza granicę, do przekroczenia której uprawnieni są wyłącznie najbliżsi, to czy nie na tej samej zasadzie drzwi domu weselnego otwierają się tylko dla „swoich”? Co o współczesnych weselach mówią doświadczenia badaczek z Muzeum Etnograficznego w Krakowie, które nie będąc częścią rodzinnego kręgu, włączone zostały w krąg gości weselnych? Jak bycie-w-terenie staje się byciem-w-świecie poprzez ciało?

W ubiegłym roku świadkowałam na ślubie mojego brata. W kościele siedziałam za panną młodą, tuż przed ołtarzem. Podczas wesela przewidziano dla mnie miejsce również obok państwa młodych. Z tej pozycji miałam nie tylko dobry widok na wydarzenia rozgrywające się przy ołtarzu, a później także na sali weselnej, ale i komfort obserwowania nowożeńców, gości siedzących najbliżej (robiłam to mimowolnie; dwuletnie zaangażowanie w projekt Wesela 21 wpłynęło na odbiór sytuacji). Byłam „w” – w centrum wydarzeń.

Być w akcjiDwa lata wcześniej zawitałam na ślubie Marty i Piotra, z którymi nie łączyły mnie ani koleżeńskie, ani rodzinne więzi. O ich ślubie kościelnym branym 13 lat po ślubie cywilnym dowiedziałam się przypadkiem z rozmowy z koleżanką, którą niezwłocznie poprosiłam o pomoc w zorganizowaniu spotkania z młodą parą. Zdumiała mnie otwartość, z jaką zostałam przyjęta: od naszego pierwszego spotkania do dnia zaślubin minęły zaledwie dwa tygodnie, niemniej Marta zaprosiła mnie do udziału w przymiarce sukni ślubnej (garnitur pana młodego był niespodzianką dla żony), a w dniu ślubu do spędzenia wspólnego poranka u kosmetyczki i fryzjerki. Potem jechałyśmy razem na miejsce uroczystości. Wszystkie te „poboczne” sytuacje były istotne dla oglądu ślubu i wesela. Wesele zorganizował praktycznie od początku do końca pan młody: na początku marca, w Dniu Kobiet, ponownie poprosił swoją żonę o rękę. Wesele odbyło się w maju w pensjonacie górskim jego cioci, a ślub w mieszczącym się nieopodal kościele, do którego młoda para została odprowadzona przy dźwiękach góralskiej muzyki. W kościele usiadłam w jednej z tylnych ławek. Choć wiedziałam, że z przodu zobaczę i usłyszę więcej, nie chciałam przeszkadzać członkom rodziny zgromadzonym wokół pary. Przybyła najbliższa rodzina i przyjaciele – w sumie ok. 50 osób. Choć Marta i Piotr dbali o to, bym czuła się częścią tego kręgu, niestety, mnie samej…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Polska na weselu