Większość Polaków doskonale pamięta, co robiła rankiem 10 kwietnia 2010 r. Doświadczenie wspólnoty zdominowało godziny, które nastąpiły po katastrofie. Pierwsze dni to nadzieja na jedność, a także dezorientacja, ogromny ból i wściekłość. Ze względu na bezprecedensową skalę wydarzenia dotyczące go informacje pojawiały się w niespotykanym tempie. Debacie publicznej wokół katastrofy z oczywistych względów ton nadawały telewizja oraz Internet. To przede wszystkim za ich pośrednictwem bardzo szybko rozgorzały gwałtowne spory wokół znaczenia tego, co wydarzyło się w Smoleńsku. Siłą rzeczy książki poświęcone tragedii mogły pojawić się dopiero po pewnym czasie.
Linia podziału
Za pierwszą ważną publikację książkową uważam tom Żałoba wydany w serii publicystycznej „Krytyki Politycznej”. Składa się on z wypowiedzi zamieszczanych na łamach internetowego portalu pisma w ciągu pierwszych dziesięciu dni po katastrofie. Zbiór przygotowano z wyraźną tezą, bowiem we wstępie redakcja stwierdziła otwarcie: „Czy przeszkadza nam, że Polacy się zjednoczyli? Owszem, obawiamy się wielkich emocji, bo wiemy, że mogą prowadzić nie tylko do wielkich rozczarowań, ale także do wielkich błędów (…). Dlatego w tych szczególnych chwilach nie kontestowaliśmy uniesień, ale pragnęliśmy też posłuchać, co mają do powiedzenia ci, którzy bezrefleksyjnie im nie ulegli”.
Żałobadobrze oddaje specyfikę dni kwietnia 2010 r. Teksty publikowane na samym początku stanowią świadectwo szoku, w jakim znaleźli się dziennikarze…