Jako emerytowany profesor literatury angielskiej, który od czasu do czasu wraca do nauczania, zdaję sobie sprawę, że praca, którą staram się wykonywać ze swoimi studentami, ma coraz mniej wspólnego z tym, co dzieje się w sąsiednich salach seminaryjnych. Żałuję, że nie jestem na czasie, lecz za późno już, by zmieniać przyzwyczajenia ukształtowane w ciągu całego życia. Nie uważam zresztą, by były to złe przyzwyczajenia. Studenci siedzą w krąg przy stole, czytają i omawiają poezję, powiedzmy Yeatsa czy Donne’a. Mój plan polega na przeprowadzeniu takiej analizy dzieł tych poetów, by każdy uczestnik zajęć dysponował wiedzą pozwalającą mu rozumieć, jak mogą one zmieniać i wzbogacać umysły niektórych przynajmniej czytelników – nawet jeżeli świadomość odległości czasowej czy różnic ideologicznych może sprawiać, że autorzy nie będą budzić w nich zrozumienia. Może bowiem zdarzyć się tak, że studenci będą żywić dezaprobatę dla poglądów politycznych czy religijnych danego twórcy albo doszukiwać się w jego dziełach ukrytych sensów, wobec których właściwą postawą również byłaby dezaprobata; i tego rodzaju uprzedzenia mogą stanąć im na przeszkodzie w pokochaniu tego, co czytają. Powinni się jednak nauczyć, że wspaniała poezja może – a właściwie niemal zawsze musi – wyrażać przekonania polityczne, religijne czy społeczne, których oni, czytelnicy, nie mogą podzielać. Gdyby było inaczej, nie moglibyśmy czytać Homera, Dantego, T.S. Eliota czy Ezry Pounda, nie odczuwając stale sprzeciwu, znużenia czy nawet obrzydzenia. Muszę wyznać, że to niezwykle ożywcze doświadczenie obserwować, jak grupa inteligentnych młodych ludzi przywyka do poety, który ma im bardzo niewiele…
Jeden z najznakomitszych brytyjskich krytyków literackich, emerytowany profesor literatury angielskiej, wykładał m.in. w Cambridge, na Harvardzie i Columbia University. Autor wielu wpływowych książek.