Subskrybuj
Dr hab., adiunkt na Wydziale Polonistyki UJ, historyk literatury, krytyk literacki i filmowy, wydał m.in. Świat poezji Stanisława Barańczaka (1995) oraz podręczniki do nauki języka polskiego w liceum Opowieść o człowieku.

Rana. O Tataraku Andrzeja Wajdy

Zaczyna się zmysłowo. Impresjonistyczny obraz wody: delikatny ruch, błyski światła, zieleń tataraku, ciepłe barwy. Zmysłowość podkreślana jest przez równie impresjonistyczną, liryczną, zdałoby się - sielankową muzykę.

To jednak szybko się kończy. Pojawia się – wzięty z malarstwa Edwarda Hoppera – obraz ciemnego, ascetycznie wyposażonego pokoju, w którym na łóżku siedzi kobieta. Ten fragment filmowany jest statycznie, bez jednego ruchu kamery, jedyny ruch to ruch tej kobiety, która wstaje, chodzi po pokoju, zapala papierosa – zawsze jednak pozostaje w głębi kadru, nie widzimy jej twarzy, mimiki, ujawniających się uczuć. Zachowany jest żelazny dystans. Niewiele widzimy, skupiamy się na słuchaniu: kobieta mówi. Opowiada o śmierci, o umieraniu swojego męża. Kobieta grana jest przez Krystynę Jandę. Więcej: ta kobieta to sama Krystyna Janda, która snuje opowieść o tym, co sama przeżyła. Następuje znamienne zderzenie. Z jednej strony spotykamy się z tym, co naprawdę. Film przekracza granicę wyznaczaną przez sztukę, zrywa zasadę umowności, rezygnuje z fikcji, odwołuje się do twardej, dotykalnej rzeczywistości. Równocześnie jednak prawda jest tu mocno poddana artystycznej formie, jakby chodziło o podkreślenie – mimo wszystko – dystansu, bo to jednak film, dzieło, nie psychoterapia. Stąd wyobraźnia Hoppera, która w czytelny, plastyczny sposób oddaje atmosferę samotności, wyobcowania, bezgranicznego smutku. Stąd ostentacyjna teatralność tej sekwencji, aktorka odgrywa monodram, kamera zajmuje jedno miejsce, jak widz unieruchomiony w swoim fotelu. To nie jest film dokumentalny. Zarazem jednak nie można zapomnieć o tym, że obcujemy tutaj z prawdą. Artystyczny dystans pozwala zawrzeć rozdzierającą otwartość aktorki w formie, która z jednej strony chroni przed ekshibicjonizmem, z drugiej – pozwala opowieści zaistnieć w wymiarze sztuki, a więc przestrzeni wyznaczonej przez dialektykę prawdy i kreacji. Janda naprawdę opowiada to, co się naprawdę wydarzyło, jak umierał jej mąż, Edward Kłosiński. Zarazem gra kobietę, aktorkę, której doświadczenie jest…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Bankructwo humanistyki