Subskrybuj

Pielgrzym w oknie

Ziemię spod Lublina wsypała do mydelniczki. W drogę powrotną zabrała jeszcze: książki w błyszczącej walizie i klawiaturę.

– Czasu nie było. Teraz jest, ale ja już stara – mówi Halinka. I pociąg rusza. Mija wioski, las i brzozy. Brzozy, las, brzozy. Wszystko miga, zlewa się w jedną bielutką ścianę bez końca. Pociąg mknie przez Syberię. Szybko jak życie Halinki. Kilka rzeczy wie na pewno. Miasto to Golub-Dobrzyń. Nazwisko to Gizińscy. Liczba to 1680. Tysiąc sześćset osiemdziesiąt, bo tyle osób nosi w Polsce to nazwisko. Której z nich szuka? Pamięta portret dziadka (może pradziadka), który wisiał w pokoju babci. W eleganckim, galowym mundurze stał dziadek z wąsem, wstęgą przepasany. Mówili, że miał dwa metry wzrostu. Jakie to wojsko – nie pamięta. Wysłała do Petersburga pytanie: „czy dziadek mógł być w carskiej gwardii?”. „Nie mógł” – odpowiedział Petersburg. Napisała też do pewnego profesora, który nosi takie samo nazwisko. Może coś wie, zna rodzinę? Profesor zaprzeczył: nie, na pewno nie, to nie rodzina, nie zna… Halinka myśli: „Może on bojał się?” A wiadomo, kto pytał? Z Syberii……

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Śmierć i medycyna