Co to oznaczało dla polskiego filmu? Przede wszystkim wolność, brak cenzury. Równocześnie jednak pojawienie się wolnego rynku, myślenia ekonomicznego w kinematografii, co musiało skutkować komercjalizacją. Wreszcie otwarcie na świat.
Za tym poszły dalsze konsekwencje. W rozmaitych wymiarach: istotne przewartościowania światopoglądowe i obyczajowe związane z ponowoczesnością, szaleńczy rozwój technologii, globalizacja (jedną z jej konsekwencji jest to, że właściwie od nowa trzeba dookreślić, co to jest film polski – skoro twórcy pracują w różnych miejscach na świecie, kapitał nie ma narodowości, a tematy i zainteresowania krążą ponad granicami; dlatego na nasz użytek przyjmijmy szeroką definicję filmu polskiego jako przynależnego do naszej kultury przez osoby twórców), zmiany estetyki. Kino w Polsce, jak cała kultura, stanęło wobec szans, ale i trudnych wyzwań. Nic już nie było, jak dawniej.
Również wewnętrzna logika rozwoju filmu sprawiła, że w ciągu ostatnich dwudziestu lat wyraźnie zmienił się jego status. Pozacierały się granice między różnymi formami wypowiedzi audiowizualnej. Skupienie uwagi tylko na pełnometrażowych filmach fabularnych wyświetlanych w kinach oznacza sztuczne zawężenie przestrzeni obserwacji (czemu, niestety, w dużej mierze w poniższych uwagach się poddamy, bo nie sposób na kilkunastu stronach objąć wszystkiego, co ważne). Przecież duża część twórczości filmowej przeznaczona jest dla telewizji, niektóre funkcjonują tylko w formie wideo lub dvd, inne tylko w Internecie. Po jednej stronie rozwija się sztuka masowa, jednoznacznie komercyjna (co nie znaczy, że zawsze wyzbyta ambicji estetycznych), po drugiej sztuka elitarna czy – jak się często mówi – niszowa. Po jednej stronie telenowela, po drugiej instalacje wideo, które znajdują swoją przestrzeń tylko w galeriach. Zaciera się granica między gatunkiem określanym wciąż jeszcze jako „teatr telewizji”, a filmem telewizyjnym. Pojawia się zjawisko kina „niezależnego” czy „offowego” – dokonuje się radykalna „prywatyzacja” wypowiedzi filmowej.
Ucieczka z PRL-u
Wydawało się, że po upadku komunizmu kultura w pierwszej kolejności powinna się z nim rozliczyć. Tego oczekiwała od niej spora część krytyki. Tymczasem rozliczenie okazało się nieśmiałe, połowiczne, niedokończone.
Rozliczenia z PRL-em, a zwłaszcza ze stanem wojennym pojawiły się w kilku filmach okresu przełomu, wszystkie zrealizowane były w 1989 roku przez twórców młodych: Ostatni prom Waldemara Krzystka, Ostatni dzwonek Magdaleny Łazarkiewicz, Chce mi się wyć Jacka Skalskiego, 300 mil do nieba Macieja Dejczera. Wszystkie bardzo gorzkie, a dwa ostatnie (zresztą najciekawsze) wręcz okrutne w diagnozie rzeczywistości schyłkowego komunizmu. Zwieńczeniem tego nurtu był film najdojrzalszy, jeśli chodzi o rozrachunek artysty z systemem, a zarazem najbardziej oryginalny: Ucieczka z kina…