5 września 1977 – słoneczny, leniwy dzień, zwiastun nadchodzącego babiego lata. Republika Federalna Niemiec dopiero co powróciła z letniej kanikuły, kiedy na jednej z ulic w Lindental, ekskluzywnej dzielnicy Kolonii, biały mercedes z piskiem opon zajeżdża drogę dwóm limuzynom. Przechodząca jednocześnie przez ulicę splecona w romantycznym uścisku para z dziecięcym wózkiem, sięga raptownie do spacerówki po broń i otwiera ogień w stronę obydwu limuzyn. Seria ponad 100 kul śmiertelnie rani siedzących w środku trzech pasażerów. Tylko najbardziej prominentny z nich zostaje przy życiu: Hans Martin Schleyer, członek zachodnioniemieckiego establishmentu najwyższego kalibru: w unii personalnej szef związku przemysłowców i związku pracodawców. Jego curiculum vitae modelowo wręcz odpowiada wizerunkowi wroga jego porywaczy. Urodzony w 1915 roku Badeńczyk z Offenburga w wieku 16 lat wstąpił w szeregi Hitlerjugend. Niedługo potem młodzieżówkę Hitlera ochoczo zamienił na mundur SS. W 1939 roku walnie przyczynił się do zgleiszaltowania uniwersytetu Karola w Pradze. Po wojnie zakotwiczył się w wielkim buissnesie i jako szef Mercedes-Benzwspiął się na szczyty przemysłowego establishmentu. Miejsce uprowadzenia Porywaczami Schlayera są członkowie marksizującej RAF (Frakcji Czerwonej Armii), terrorystycznej grupy będącej bękartem rewolucji kulturowej 68 roku w Europie Zachodniej. W chwili uprowadzenia pierwszego bossa RFN grupa na swoim koncie posiada już liczne porwania i mordy polityczne na wysokich rangą funkcjonariuszach państwa niemieckiego….
Dr hab., historyk i politolog na Uniwersytecie Alberta Ludwika we Freiburgu (Niemcy).