„Od szeregu lat powtarzam drogą mi myśl, iż samym swoim istnieniem, choćby upadłym i zranionym, człowiek ustawicznie przyzywa Ducha-Stwórcę, często nie zdając sobie nawet z tego sprawy. Jest to pewien rodzaj epiklezy ontologicznej, milczącej i bezsłownej – wołanie z głębi wewnętrznego zagubienia i duchowej nędzy”. Czymże jest owa tajemnicza, wyrażona greckim słowem kondycja ludzka? Do zacytowanego fragmentu najnowszej książki Hryniewicza wracałem wielokrotnie, wyczuwając w nim absolutnie rewolucyjne znaczenie, które zmienia stosunek teologa do miejsca człowieka w świecie, a zwłaszcza do Boga. Dzieje się tak dzięki zakorzenieniu w Biblii. Dziwne, że tak niewielu teologów sięga do podstawy swojej refleksji, a przecież to właśnie Pismo Święte ma najwięcej do powiedzenia zarówno o Stwórcy, jak i o człowieku. Może dzieje się tak, że ta bożo-człowiecza mowa jest zbyt odległa od naszych wyobrażeń…
Prof. na Uniwersytecie Warszawskim w Ośrodku Studiów Amerykańskich. Ostatnio opublikował Catholicism as a Cultural Phenomenon in The Time of Globalization: A Polish Perspective (2009), Uskrzydlony umysł. Antropologia słowa Waltera Onga (2010), Umysł wyzwolony. W poszukiwaniu...