Subskrybuj

Las i jego cierpiący mieszkańcy

Zwierzęta cierpią na wiele sposobów, zupełnie jak ludzie. I podobnie jak z naszego życia, tak samo z ich cierpienia nie da się wyeliminować. To część ich świata.

Z cierpieniem zwierząt mam do czynienia bardzo często. Może nie jest to codzienność jak w wypadku lekarzy weterynarii, ale to, że mieszkam w lesie i trafiają do naszego domu zwierzęta młode i porzucone, chore lub kalekie sprawia, że widok cierpiącego zwierzęcia nie jest dla mnie egzotyczny, nie powoduje, że zamieram z przerażenia. Zresztą nie dotyczy to tylko naszych podopiecznych, o których wspomnę za chwilę. Dosłownie parę dni temu jechałem na rowerze po zakupy. Naszą wieś Teremiski dzieli od Białowieży, gdzie można się w miarę dobrze zaopatrzyć, 7 kilometrów. Jadąc na rowerze, widzi się znacznie więcej niż z okna samochodu. Tak zobaczyłem zaskrońca. Te najpospolitsze polskie węże dość często, szczególnie w słoneczne dni, wylegują się na poboczach albo wręcz wychodzą na asfalt, który musi być dla nich czymś ciepłym i przyjemnym. Niestety jest to pułapka. Wiele z nich ginie pod kołami samochodów. Nie są w stanie uciec przed pędzącym autem, a kierowcy nawet najostrożniejsi ich nie widzą. Stalowoszare węże po prostu zlewają się z nawierzchnią szosy. Widok zabitych zaskrońców jest więc czymś zupełnie dla mnie powszednim. Widziałem zabite i mniejsze, i większe. I takie, co miały ponad metr i takie, co grubością i długością da się porównać ze sznurówką. Tego dnia zobaczyłem zaskrońca całkiem sporego. Podobnie jak większość leżał niedaleko skraju drogi. Żył. Był przy tym kwintesencją cierpienia. Kręgosłup zmiażdżony w dwóch miejscach, wnętrzności na…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: O cierpieniu zwierząt