Gdyby ktoś zechciał napisać historię cierpienia zwierząt, byłaby to również historia ludzkiej hipokryzji. Dowody są liczne. Choćby arbitralna, ustalona przez człowieka hierarchia. Życie konia czy psa ma w naszym kręgu kulturowym większe znaczenie niż życie świni, choć dotychczas nie udowodniono, że świnia jest mniej podatna na cierpienie niż nasi czworonożni przyjaciele. Koń budzi współczucie. Postarajmy się zrozumieć – te oczy, wielkie i rozumne, ta odwieczna symbioza rumaka i rycerza… To musi budować więź. Pies broni przed wrogami, ogrzewa swoim ciepłem zmarznięte stopy, tak, zdarzają się niewątpliwie chwile, kiedy pies wygląda, jakby potrafił przejrzeć naszego zbolałego ducha na wskroś. A świnia? Świnia nie dostąpiła zaszczytu ludzkiego szacunku, mimo że bez wieprzowiny i produktów ubocznych, które powstają z każdego kawałka jej ciała, nasza wygodna egzystencja byłaby poważnie utrudniona. Podobnej łaski nie zaznały kury, kozy, krowy, owce. Niewątpliwie życie owcy waży znacznie mniej niż życie psa. Albo ten zdumiewający grymas obrzydzenia na ustach większości z nas, kiedy oglądamy obrazy z dalekiej Azji lub materiał interwencyjny z wioski, w której miejscowy chłop przetapiał psy na smalec. Tak się umówiliśmy w naszych stronach, że konsumowanie zwłok trzytygodniowego cielęcia uznawane jest za normę, natomiast konsumowanie psa – za barbarzyństwo. Jeśli zabijasz jagnię, możesz…